Politechnika Śląska w Gliwicach

English version


Jesteś naszym 555450 gościem

Laboratorium Podstaw Telekomunikacji

Katedra Energoelektroniki, Napędu Elektrycznego i Robotyki
Aktualności / Tatry Orawskie 2011


Tatry Orawskie 2011


W dniach 26-27 września 2011 roku odbył się tradycyjny jesienny wyjazd pracowników naszej Katedry. Naszym celem były Tatry Orawskie i graniowe szlaki tej najbardziej na zachód wysuniętej części Tatr.

Już cztery lata temu zamierzaliśmy się zmierzyć ze słynnymi Rohaczami, ale pogoda jaka panowała tu wtedy nie pozwoliła na realizację naszych planów. W tym roku mieliśmy pogodę zupełnie inną: słoneczną, prawie bezwietrzną, wymarzoną na takie wyprawy. Ekipa składała się z czerech osób: Andrzeja Latko, Aleksandra Bodory, Tomasza Cieśli i autora relacji. Pierwszy dzień rano to jazda samochodem z Gliwic przez Bielsko, Korbielów do Zuberca. Auto zostawiamy na parkingu w dolinie Rohackiej i maszerujemy w kierunku stawu Tatliaka. Jeszcze rano wydaje się, że będzie nad wyraz ciepło i przydałyby się krótkie spodenki. Po wejściu w zacienioną dolinę Smutną widać, że to już wrzesień, pogodny, ale w cieniu temperatura jest umiarkowana. Nasz pierwszy cel - przełęcz Smutną - osiągamy o 13. Dalej kierujemy się bardzo ciekawym, graniowym szlakiem przez Trzy Kopy, Hrubą Kopę i Banikowski Szczyt. Miejscami pojawiają się tu ubezpieczenia poprowadzone w trudniejszych miejscach przełączek Trzech Kop i grani Banikowa. Cały czas towarzyszą nam piękne widoki na Tatry Zachodnie, Niżne Tatry, ale także na Orawę. Po południu docieramy do przełączy Banikowskiej i doliną Spaloną schodzimy w kierunku doliny Rohackiej. Widać już efekty słabych opadów we wrześniu, pierwsza woda pojawia się dopiero przy wodospadzie Rohackim, który wygląda dość okazale. Pamiętam, że 4 lata temu wracając z wycieczki do stawów Rohackich, mieliśmy kłopoty z przejściem w tym rejonie, bowiem w wielu miejscach szlak w dolinie Spalonej był zalany i brodziło się w spływającej wodzie. No tak, ale wtedy to solidnie lało przez kilka dni...

Po noclegu w Zubercu, następnego dnia zdecydowaliśmy się na inne krajobrazy, bardziej wapienne. Podjeżdżamy autobusem pod Białą Skałę i szlakiem czerwonym maszerujemy w jej kierunku. Dzisiaj frekwencja na szlaku znacznie większa, spotkaliśmy nawet dwie większe grupy, co mówiąc szczerze nieco nas zaskoczyło. Taki niby ustronny rejon, koniec września, a ludzi sporo. Pogodna nadal była piękna, a temperatura odczuwalna, nawet nieco wyższa. Wynikało to głównie z nasłonecznienia grzbietu, którym poruszaliśmy się i niższej wysokości bezwzględnej, jaką osiągnęliśmy. Naszym celem był Siwy Wierch, ostatni wybitny szczyt Tatr po stronie zachodniej. Jednak cały szlak prowadzący na niego jest niezwykle urokliwy. Przejścia przez zakamarki Radowych Skał są godne polecenia każdemu, kto ma wystarczającą kondycję i nie ma jakiejś klinicznej wersji lęku wysokości. Schodzimy przez przełęcz Palenicę z posiłkiem zrobionym w tym urokliwym miejscu. Tu odbijamy niedawno wyznakowanym szlakiem żółtym, prowadzącym starą percią przez Kosarzyska do samego Zubercu. Jeszcze tylko obiad w karczmie na skrzyżowaniu dróg i powrót do domu. Pewnie jeszcze tu kiedyś wrócimy.

Smutna Dolina Dolina Rohacka Trzy Kopy i Rohacze Grzebień Banikowa Radowe Skały Siwy Wierch Na skale


Tomasz Biskup


 © 2002 - 2017 Politechnika Śląska, Wydział Elektryczny, KENER    Webmaster: