Politechnika Śląska w Gliwicach

English version


Jesteś naszym 555518 gościem

Laboratorium Podstaw Telekomunikacji

Katedra Energoelektroniki, Napędu Elektrycznego i Robotyki
Aktualności / Beskid Sądecki 2005


Beskid Sądecki 2005


Nawet gitary mamy zautomatyzowane W dniach 8-10.07.2005 roku odbył się pierwszy, ale można powiedzieć "tradycyjny", wyjazd górski pracowników Katedry. Głównym inicjatorem i "spiritus movens" był Olek Bodora, który jednocześnie przygotował wyjazd organizacyjnie. Program turystyczny i "opieka przewodnicka" została przekazana w ręce Tomasza Biskupa, a władze Katedry reprezentował Andrzej Latko. Poza tym udział wzięli Janusz Hetmańczyk, Michał Jeleń oraz Jarosław Michalak.

Na szlakuJako miejsce wyjazdu zaproponowany został obszar Beskidu Sądeckiego, a dokładniej Pasmo Jaworzyny Krynickiej. Przyjęliśmy jako bazę noclegową schroniska PTTK: "Nad Wierchomlą" i "Hala Łabowska". W piątek rano wystartowaliśmy, chyba dość niekonwencjonalnie, z Nowej Wsi k/ Łabowej aby przejść jednym z bocznych ramion pasma Jaworzyny na Runek i dalej do Bacówki "Nad Wierchomlą". Nie ma tu znakowanych szlaków i musieliśmy się kierować głównie niedoskonałymi naszymi mapami, GPS-em i własną intuicją. Bez strat własnych, przy dobrej pogodzie wdrapaliśmy się po 3 godzinnym marszu na Runek, gdzie natrafiliśmy na pierwsze oznaki cywilizacji ludzkiej w postaci dwójki turystów i znaków czerwonego szlaku. Uznaliśmy zresztą, że jak na porę wakacyjną i niezłą pogodę to turystów górskich, a nawet kuracjuszy włóczących się po wsiach, było mało.

Przed bacówkąW bacówce spędziliśmy jedną noc w dość siermiężnych warunkach, co wprawdzie nam specjalnie nie przeszkadzało, ale pewnie przydałoby się trochę więcej wysiłku obsługi schroniska w zakresie utrzymania porządku i czystości (zwłaszcza sanitariatów). Po południu wybraliśmy się jeszcze na spacer w kierunku obrzydliwego 4-osobowego wyciągu krzesełkowego, szpecącego północno-zachodnie zbocze grzbietu Runek-Pusta Wielka. I tu frekwencja była chyba słaba i nie mieliśmy okazji zobaczyć żadnego "rowerzysty górskiego" mknącego słynną trasą MTB, prowadzącą od górnej stacji kolejki do Wierchomli. W osłupienie tylko mógł wprowadzić jeden z punktów regulaminu trasy, który mówił, że "zabronione jest używanie na trasie wulgarnego słownictwa". A do czego ono mogłoby być potrzebne rowerzyście???

Polana przed bacówkąWieczorem po kolacji urządziliśmy sobie koncert "piosenki górskiej" przed bacówką, w którym na gitarze grali Olek Bodora i Michał Jeleń. Reszta starała się robić wrażenie, że śpiewa, a niektórzy twierdzili, że "piosenkę wprawdzie owszem znają, ale tekstu niestety zapomnieli". Mieliśmy także dodatkową atrakcję w postaci rozgwieżdżonego nieba i dwóch "miejscowych obywateli" w stanie upojenia alkoholowego (ach to jedno piwko), którzy próbowali naprawić swój motocykl w zupełnej ciemności. W końcu się im to udało i zygzakując odjechali niebieskim szlakiem w kierunku Krynicy!!

Karmienie kotkaInną specjalną atrakcją schroniska był miejscowy kot-naciągacz, który pewnie w nagrodę za moje miękkie serce i wieczorne karmienie, wpakował się w nocy przez okno na 1 piętrze do naszego pokoju i wyłożył się przy mojej głowie na łóżku. Obudziło mnie dopiero jego mruczenie o 5 rano.

Na Pustej WielkiejSobota nie była już tak ładna jak piątek, ale nie zmieniło to naszych planów i niebieskim szlakiem pomaszerowaliśmy przez Pustą Wielką, Wierchomlę Wielką, Parchowatkę na Halę Łabowską. Niestety Pusta Wielka nie okazała się tak widokowa jak piszą w przewodnikach, zresztą niskie chmury utrudniały podziwianie gór. W Wierchomli zaczęło trochę kropić i te słabe opady zdarzały się nam na całym drugim odcinku sobotniej drogi. Tu także nie było turystów, spotykaliśmy co najwyżej tubylców zbierających kwaśne czarne jagody (sprawdziłem!!), opychane później naiwniakom przy drodze do Krynicy lub Piwnicznej. Pogoda zdecydowanie się pogorszyła zaraz po wejściu do schroniska i zaczęło padać wprawdzie przelotnie, ale za to bardziej intensywnie. Schronisko pozytywnie wyróżniało się w stosunku do poprzedniego i bogactwem jadłospisu (tylko wegetariański) i czystością sanitariatów. Specjalną atrakcją była ciepła woda i działające prysznice. Tym razem koncert słowno-muzyczny odbył się w naszym pokoju, a specjalne talenty w zakresie kabaretowym objawił kol. Olek Bodora, doprowadzający do śmiechu towarzystwo swoimi opowieściami z życia wziętymi (także naukowego).

W schronisku na Hali ŁabowskiejNiestety noc była deszczowa i także poranek przywitał nas "płacząc". Nie chcąc zginąć na błotnistych zjazdach zmieniliśmy nieco plany i zamiast przemaszerować przez Halę Pisaną (wszystko w chmurach więc brak widoków!!) zeszliśmy drogą stokową do doliny potoku Feleczyna. Tu nasze zdumienie wzbudziła ogromna wiata zbudowana obok leśniczówki, wyposażona nawet w bieżącą wodę i światło!!! Wykorzystaliśmy ją skwapliwie jako ochronę przed deszczem, który właśnie wtedy mocniej zaczął nam dokuczać. Tegoroczną trasę zakończyliśmy w Łabowej, skąd wróciliśmy do domu.

Salamandra na bucieReasumując wyjazd był nie tylko okazją do kilkudniowego odpoczynku na łonie natury, ale także do przedyskutowania wielu ważnych dla nas spraw dotyczących Katedry. Niewątpliwie tradycja wyjazdów będzie kontynuowana w kolejnych latach, czego sobie i pozostałym pracownikom Katedry życzy...


Tomasz Biskup


 © 2002 - 2017 Politechnika Śląska, Wydział Elektryczny, KENER    Webmaster: